Dzień, gdy Polska pachnie pączkami

W Tłusty Czwartek cała Polska pachnie cukrem pudrem, różą i świeżym ciastem

Alina Otter

Ostatni tydzień karnawału w polskiej tradycji ma swoje nazwy i znaczenia. Od „Tłustego Czwartku” rozpoczyna się najbardziej intensywny czas zabaw i ucztowania. Niedziela poprzedzająca ten tydzień bywa nazywana „Niedzielą Zapustną„, a kolejne dni prowadzą ku ostatnim chwilom karnawału, które w Polsce kończą się we wtorek przed „Środą Popielcową” (tzw. ostatki lub śledzik). To właśnie wtedy symbolicznie żegnamy czas zabaw przed Wielkim Postem.

Dziś opowiemy o tradycjach „Tłustego Czwartku” – najbardziej słodkiego dnia tego okresu. To jeden z najbardziej radosnych momentów w polskim kalendarzu, kiedy bez wyrzutów sumienia można sięgnąć po kolejnego pączka. „Tłusty Czwartek” to nie tylko kulinarna przyjemność, ale element narodowej tożsamości, wspomnienie dzieciństwa i rodzinnego ciepła. Tego dnia piekarnie pracują od świtu, a przed najlepszymi cukierniami ustawiają się długie kolejki. Bo przecież – jak mówi przesąd – kto nie zje choć jednego pączka, temu nie będzie się wiodło.

Dzień, gdy kończy się karnawał

Tłusty Czwartek ma swoje korzenie jeszcze w czasach pogańskich, gdy świętowano odejście zimy i nadejście wiosny, objadając się tłustymi potrawami. W tradycji chrześcijańskiej stał się symbolicznym pożegnaniem karnawału – ostatnią okazją do obfitego ucztowania przed okresem czterdziestodniowego postu.

Dlaczego czwartek? W Polsce przyjęło się, że właśnie tego dnia rozpoczyna się ostatni tydzień zabaw przed Środą Popielcową. „Tłusty” – bo dawniej jadano nie tylko słodkości, ale przede wszystkim mięsa, smalec i inne sycące potrawy. Z czasem jednak to pączek stał się niekwestionowanym bohaterem dnia.

I właśnie on – złocisty, puszysty, z konfiturą różaną – stał się symbolem narodowej słodkiej tradycji.

Pączek – mały bohater wielkiej tradycji

Choć dziś kojarzymy pączki wyłącznie ze słodką przyjemnością, w dawnych wiekach nadziewano je nawet słoniną czy mięsem. Dopiero w XVII–XVIII wieku zaczęły pojawiać się wersje z konfiturami. Z czasem utrwalił się klasyczny wariant z różą, lukrem i skórką pomarańczową.

Obok pączków ważne miejsce zajmują faworki, zwane też chrustem – kruche, delikatne wstążki posypane cukrem pudrem. Jednak to pączek króluje niepodzielnie.

Według szacunków branżowych w Tłusty Czwartek w Polsce sprzedaje się dziesiątki milionów pączków. W wielu firmach organizowane są „pączkowe poczęstunki”, w szkołach dzieci przynoszą słodkości, a w mediach pojawiają się rankingi najlepszych cukierni. To nie tylko zwyczaj – to niemal narodowe wydarzenie. A jak wygląda ten dzień w praktyce?

Polska w kolejce po szczęście

Już od wczesnych godzin porannych przed piekarniami ustawiają się kolejki. Niektóre lokale otwierają się o świcie, inne pracują przez całą noc. W biurach zapach pączków miesza się z aromatem kawy, a rozmowy toczą się wokół tego, gdzie w tym roku są „najlepsze”.

Tłusty Czwartek łączy pokolenia. Starsi wspominają domowe wypieki babć, młodsi szukają nowych smaków – pistacji, słonego karmelu czy czekolady. Coraz częściej pojawiają się także wersje wegańskie czy bezglutenowe. Tradycja żyje, ale potrafi się zmieniać.

Jednak prawdziwym sercem pączkowego święta pozostaje Warszawa.

Warszawa i jej legendarne cukiernie

W stolicy Tłusty Czwartek przybiera niemal festiwalowy charakter. Przed najbardziej znanymi cukierniami ludzie potrafią stać godzinami, a niektórzy ustawiają się jeszcze przed otwarciem lokalu.

Blikle – jedna z najbardziej rozpoznawalnych warszawskich marek cukierniczych, działająca od XIX wieku – co roku przyciąga tłumy. Jej tradycyjne receptury i długa historia sprawiają, że zakup pączka staje się niemal rytuałem.

Lukullus słynie z elegancji i wysokiej jakości składników. Ich pączki – klasyczne, ale dopracowane w każdym detalu – regularnie trafiają do rankingów najlepszych w mieście.

Cukiernia Pawłowicz zdobyła popularność dzięki rzemieślniczemu podejściu i dbałości o tradycyjny smak. W Tłusty Czwartek kolejki przed jej lokalami są stałym elementem warszawskiego krajobrazu.

Dla wielu mieszkańców stolicy zdobycie pączka z ulubionej cukierni to coś więcej niż zakup – to udział w miejskiej tradycji.

A jednak Tłusty Czwartek nie kończy się na granicach Polski.

Słodka więź z ojczyzną na emigracji

Dla Polaków mieszkających poza krajem Tłusty Czwartek nabiera szczególnego znaczenia. To dzień, który pozwala na chwilę przenieść się myślami do rodzinnego domu. W polskich parafiach, domach kultury czy prywatnych mieszkaniach piecze się pączki według rodzinnych przepisów.

Na emigracji słodki wypiek staje się symbolem pamięci, języka i wspólnoty. Wspólne świętowanie to sposób na przekazanie tradycji dzieciom i wnukom – nawet jeśli dorastają już w innej kulturze.

Tłusty Czwartek wśród Polonii w Estonii

Również Polonia w Estonii pielęgnuje tę tradycję. Choć w Tallinnie nie zawsze łatwo znaleźć klasyczne polskie pączki z różą, wielu członków wspólnoty piecze je samodzielnie w domach. Spotkania przy kawie, rozmowy po polsku, wspomnienia o smakach z dzieciństwa – wszystko to sprawia, że Tłusty Czwartek staje się czymś więcej niż kulinarnym zwyczajem.

To chwila, w której kultura i tożsamość przechodzą z pokolenia na pokolenie. Bo nawet jeden pączek może nieść w sobie smak ojczyzny.

 

Przewijanie do góry