Vastlapäev i polskie Zapusty to dwa różne słowa, ale bardzo podobne emocje — radość, smak tradycji i ciepło wspólnego stołu przed czasem wyciszenia

Alina Otter
Vastlapäev i polskie Zapusty to dwa różne sposoby przeżywania końca karnawału, ale ich sens jest zaskakująco podobny. W Estonii świętuje się na śnieżnych górkach i przy bułeczce z bitą śmietaną, w Polsce — przy pączkach i wspólnych zabawach. Oba zwyczaje łączy jedno: potrzeba radości przed czasem wyciszenia. Dla Polonii w Estonii to piękna okazja, by połączyć dwie tradycje w jedną rodzinną opowieść.
Vastlapäev — estoński dzień przed postem
Dla naszych czytelników z zagranicy nazwa Vastlapäev brzmi egzotycznie. W Estonii to szczególny dzień kończący karnawał i poprzedzający Wielki Post. Ma w sobie coś z dziecięcej beztroski i coś z dawnej, ludowej mądrości — radość, która jest jak głęboki oddech przed spokojniejszym czasem.
To święto nie jest tylko datą w kalendarzu. To dzień, kiedy zimowe powietrze pachnie śniegiem, a ludzie — niezależnie od wieku — przypominają sobie, że warto się śmiać, spotykać i cieszyć prostymi rzeczami.
Zjazdy z górki i „długi len”
Najbardziej znaną tradycją Vastlapäev jest zjeżdżanie z górek na sankach. Dawniej wierzono, że im dłuższy zjazd, tym dłuższy wyrośnie len w nadchodzącym roku. Dziś oczywiście nikt nie mierzy już długości włókien, ale dzieci — i dorośli — nadal z radością pędzą w dół ośnieżonych pagórków.
W tej tradycji jest coś niezwykle uroczego: prostota, śmiech, rumiane policzki i skrzypiący pod nogami śnieg. Nawet jeśli zimy nie zawsze są już tak śnieżne jak dawniej, sama idea wspólnej zabawy pozostała. To moment, w którym rodziny wychodzą razem na świeże powietrze, a świat na chwilę zwalnia.

Vastlakukkel — smak, który przywołuje dzieciństwo
Nie ma Vastlapäev bez vastlakukkel — drożdżowej bułeczki przekrojonej na pół i wypełnionej obfitą porcją bitej śmietany, czasem z dodatkiem dżemu lub masy migdałowej. To deser, który w Estonii pojawia się w cukierniach tylko o tej porze roku i który znika równie szybko, jak się pojawił.
Obok słodkiej bułeczki na stołach często gości także tradycyjna grochówka z wędzonym mięsem — sycąca, rozgrzewająca, prawdziwie zimowa. Słodycz i konkretna, domowa zupa — połączenie może zaskakujące, ale doskonale oddające charakter dnia: najpierw śmiech i zabawa, potem wspólny, spokojny posiłek.
A w Polsce — Zapusty
Kiedy w Estonii trwa Vastlapäev, w Polsce mówimy o zapustach — ostatnich dniach karnawału przed Środą Popielcową. To czas pączków, faworków, spotkań i tańców. W wielu domach wciąż pamięta się atmosferę „ostatnich zabaw” przed postem — trochę głośniejszych, trochę bardziej rozśmianych, jakby wszyscy chcieli nacieszyć się chwilą.
Zapusty mają w sobie energię i pewną teatralność: stoły uginające się od słodkości, rozmowy przeciągające się do późna, wspomnienia dzieciństwa, kiedy ten czas wydawał się niemal magiczny. To również moment symboliczny — zamknięcie okresu beztroski i wejście w bardziej refleksyjny etap roku liturgicznego.
Choć estoński Vastlapäev jest spokojniejszy i bardziej związany z naturą, a polskie Zapusty — z biesiadą i tańcem, sens pozostaje ten sam: zanim nadejdzie cisza, warto się spotkać i być razem.
Różne kraje — to samo ciepło
W gruncie rzeczy oba święta opowiadają o tym samym. O potrzebie wspólnoty. O radości, która nie musi być wielka ani spektakularna — wystarczy górka do zjazdu, talerz gorącej zupy czy świeży pączek. To chwile, które budują wspomnienia i tworzą rodzinne tradycje.
W świecie, który pędzi coraz szybciej, takie dni przypominają nam, że kultura żyje w drobiazgach: w zapachu ciasta, w śmiechu dzieci, w opowieściach przekazywanych przy stole.
Polonia w Estonii — między Vastlapäev a Zapustami
Dla Polonii mieszkającej w Estonii Vastlapäev może stać się pięknym uzupełnieniem polskich zapustów. Można rano wybrać się z dziećmi na sanki, a wieczorem usmażyć pączki. Można spróbować estońskiej bułeczki ze śmietaną, a jednocześnie wspominać smak domowych faworków z rodzinnego domu.
Właśnie w takich chwilach rodzi się most między kulturami. Nie trzeba wybierać jednej tradycji kosztem drugiej — można je połączyć i stworzyć własną, polonijną wersję świętowania. I może właśnie w tym tkwi największe bogactwo życia na styku dwóch światów.
♦


